You are currently viewing Historia naszej naszej Pizzy

Historia naszej naszej Pizzy

Po raz pierwszy stało się to w X wieku, w miejscowości Geata, gdzieś w połowie drogi między Rzymem a Neapolem, choć nieco bliżej tego drugiego. To wtedy głośno zabrzmiało słowo „pizza”. Dwieście lat później rozgościło się na językach, jednak nie tych neapolitańskich. W środkowej Italii słowo to było dość popularne, ale miało więcej wspólnego z grecką pitą niż z dzisiejszą pizzą.

Trzeba tu jednak wyraźnie powiedzieć, że jeszcze przez długi czas pizza i pomidor, który przypłynął do Europy z Kolumbem, genueńczykiem z urodzenia, a Hiszpanem z wyboru, będą się trzymać od siebie z daleka.

Pomysł na to, by wysmarować czymś kawałek chleba i zjeść, nie jest tak bardzo włoski, jak mogłoby się wydawać. Wpadli na niego Grecy, pakujący do pity, co było pod ręką, a w historii kulinariów obecni są również Gruzini i ich lawasz, mieszkańcy Mezoameryki i ich tortilla oraz Hindusi i ich czapati. A także Słowianie i podpłomyk czy podkarpacki proziak. I hot dog… ale o tym innym razem.

Gorąco jak przy piecu do pizzy robi się wokół tematu dopiero w XVI wieku, kiedy w Neapolu powszednieje płaski jak patelnia chleb obłożony ziołami, kawałkiem sera albo ryby, zwilżony oliwą lub smalcem.

 

 

Pizza – danie dla króla

Mało wyrafinowana, raczej prosta potrawa miała swoich amatorów również wśród arystokratów. Ferdynand I Burbon, król Neapolu i Sycylii, choć po prawdzie niezbyt wykształcony osiłek, wolał bratać się z ludem, zamiast ziewać przy dyskusjach o poezji i sztuce. Pokochał pizzę i był gotów zrobić naprawdę wiele, by jadać ją codziennie. Tylko jego żona, Maria Karolina z Habsburgów, nie podzielała tej miłości. Ferdynand więc potajemnie przebierał się za chłopa i chyłkiem wymykał do pizzerii.

Sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy po śmierci Ferdynanda I na czele królestwa stanął jego następca. Miał on rozmach znacznie większy od swojego poprzednika i zamiast wymykać się do miasta, by rozkoszować się wyczynami pizzaioli – bo pizzaiolo to właściwa nazwa tego fachu, żaden tam pizzerman ani pizzameister! – zaprosił do siebie piekarza Domenica Testę i podał pizzę królewskim gościom. I tak przez wzgórze Capodimonte, dziś będące genialnym muzeum, pizza wkroczyła na salony.

A Domenico, który na pizzy znał się świetnie, zachwycił gości i otrzymał tytuł monzu. To zniekształcone francuskie monsieur było wówczas tytułem należącym się wyłącznie najlepszym szefom kuchni w Neapolu.

Ten post ma jeden komentarz

  1. Piotr

    Polecam bardzo dobrą pizzę !! 🙂

Dodaj komentarz